Mam jakieś 7-8 lat i różową tiszertową tunikę z frędzlami plus połyskujące leginsy. Siedzę na zbyt dużym dla mnie krześle turystycznym, koło białego trabanta. Rodzice kończą rozbijać namiot – taki z ciężkim, połatanym tropikiem i aluminiowymi tyczkami. Teoretycznie chyba 2-osobowy, ale rodzina 2+1+owczarek niemiecki też się zmieści. Z kempingowego baru zalatuje hamburgerami z mortadeli i melodią „All that she wants” Ace of Base.

To piękne wspomnienie – acz będące kompilacją z różnych miejsc i na pewno nie z jednego punktu w czasie – zaatakowało mnie zupełnie bez uprzedzenia. I bez szczególnego uzasadnienia – bo na wakacje jeździliśmy nad morze i zawsze z namiotem, a nie do takich domków nad jeziorem.

Tym niemniej dojmujące uczucie ostatnioturnusowości i zapach sosen oraz pobliskiej wody zrobiły swoje. I zrobiły to dobrze.

Domki znalazłam niedaleko, tego samego dnia, gdy wizytowałam Wilgę, w drodze powrotnej z dystrybucji. Najciemniej pod latarnią. Mijałam je nieświadomie tysiąc razy. Ale Sława to przede wszystkim Sławskie Centrum Kultury i Wypoczynku. Dość szumna nazwa, zważywszy, że kultura pojawia się tam raz do roku podczas dni miasta, a przez resztę sezonu do wyboru są dyskotekowe tancbudy, plaża oraz promenada glutenu i cholesterolu, więc ciżba przybywa tam, żeby się opalać/obczajać dupy/zjeść gofra/rybkę – co kto woli. A ośrodek PCK to tak się tylko mija, krążąc w poszukiwaniu miejsca do zaparkowania. Tym samym dotąd nie byłam świadoma jego „zawartości”.

Która też szałowa jakaś nie jest, powiedzmy sobie szczerze. Trochę niewiadówek, stołówka w remoncie, trochę już nowych domków. Ale na uboczu, przy płocie ostały się jeszcze niedobitki złotej ery pilśni i gumoleum…

Po przeciwnej stronie terenu natomiast uchowała się cała „wioska smerfów” – ta z pierwszego zdjęcia. Nazwa całkiem celna, bo gabarytowo to to takie raczej psie budki. Ale – uwaga, teraz HIT – są w cenniku jako normalnie dostępne! Serio ;) 56 zł za dwie osoby, czyli pół domku. Cena na sezon, którego nie było, czyli 2020. W przyszłym może podrożeją, ale raczej nieznacząco.

Tak że… Sounds like a plan na jakiś weekend ;) Zwłaszcza że z psami też nikt nie wygoni, 5 zł za sztukę i ahoj przygodo.

Z kronikarsko-eksploratorskiego obowiązku jeszcze wspomnę, że sąsiednie terytoria, czyli ośrodek Koliberek, Kamila i Leśne Domki są słabo dostępne albo nie ma tam czego oglądać (jakieś 3 odnowione brdy na krzyż). No więc that’s all, folks!

8 thoughts on “wycieczka: Hej, dzieci, jeśli chcecie…

  1. Fajny materiał. Byłem w domkach w Sławie. Nie pamiętam czy w tych ale wyglądają podobnie. Pamiętam że po lody szliśmy do rynku. Jedno okienko wydawało
    lody gofry frytki pierogi. Proszę mniej angielskich wtrąceń, nie każdy się posługuje tym językiem, na przykład ja :)

    1. To pewnie w tych, bo o ile wiem, w innych ośrodkach są już domki są w normalnej rozmiarówce ;) Co do wtrąceń – oddalam wniosek. Ktoś mógłby tak samo stwierdzić, że słowa typu „ciżba” czy „rozgardiasz” utrudniają odbiór, ale mogę na to odrzec tylko: sorry, licentia poetica ;)

  2. Ten niepowtarzalny zapach pilśniowego domku i to uczucie po wejściu , że jest się obserwowanym ze wszystkich stron przez tysiące małych żyjątek.

  3. Ciasno ale własno, ludziom chyba nawet nie przeszkadzały tak spartańskie warunki, gdy przyszło powypoczywać w tamtych czasach, jeśli się mylę proszę poprawić ;) Dziś to właśnie taka egzotyka o której fajnie się czyta na blogach, a co „bardziej pamiętający” mają sporą dawkę nostalgicznego uderzenia, jakie przydarzyło się właśnie szanownej Autorce ;) Żeby nie było, też poczułem ten klimacik lata lat 90′ w takim swojskim przybytku.

    1. Ależ takie warunki i obecnie są zupełnie wystarczające :D „W tamtych czasach” moje wakacje były zawsze pod namiotem ;) Jedynie w Ustce z dziadkami wywczas był w domkach (które zresztą dziadek tam wcześniej osobiście przywoził ;D) i to chyba właśnie stąd głównie nostalgia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *