Zastępczy Kustom Konwent

Tradycyjnie w tym terminie byłby MotoClassic, w tym roku ze zlotem Arieli, miałam nadzieję zobaczyć i posłuchać na żywo Square Foura… Ale covid-srowid, wszystko odwołane, no więc jak się nie ma co się lubi, to się jedzie na to, co jest. Lepszy zatem Kustom Konwent niż nic ;)

Była to mimo wszystko szczęśliwa (bo w ogóle doszła do skutku), siódma edycja imprezy i po latach zagościła znów w pierwotnym miejscu – wrocławskim Browarze Mieszczańskim. Miejscówka może nieco ciasnawa, ale XIX-wieczny industrial zawsze robi klimat – mniejsza o to, czy pasujący do amerykańskości, hot rodów, lowriderów i wytatuowanej ciżby. Kustom przyjmie wszystko i weźmie jak swoje.

Wybrałam się tam tylko z grubsza wiedząc, czego się spodziewać. Nie byłam dotąd na żadnym KK, bo też i customy nieszczególnie leżą w kręgu moich zainteresowań, a już zwłaszcza amerykańskie – nie mój świat. Ale uzbierałam kilka mocnych argumentów, by się ruszyć: bo kupię od razu smarowidło do tatuażu na zapas; bo może wybiorę w końcu jakiś ciuch od dodo.dead (a już z pół roku się czaję); bo popatrzę po tatuatorach, może czyjś styl mi się szczególnie spodoba do zrobienia drugiego łokcia; bo food trucki… ;)

Na miejscu oczywiście okazało się, że jest tona atrakcji, cuda wianki na stoiskach i jedyne w sumie, do czego można było mieć zastrzeżenia, to zbyt mały wybór żarcia :P No, ale to nie zlot „kuchnie świata” (a byłam tu kiedyś na takim nawet), więc ok… ;)

Całość była też o tyle przyjemna w odbiorze, że wystawcy w budynkach mogli dość swobodnie aranżować swoje stoiska. Nie było typowo targowych boksów, poszatkowanej przestrzeni, tylko raczej taka bazarowa atmosfera – bardzo tu pasująca.

Oczywiście na miejsce dotarłam usmażona – VFRa nie zna litości i podczas jazdy miejskiej przygrzewa jak ruszt do kebaba – więc dziękowałam niebiosom, że zaraz po przyjeździe skierowały moje kroki do półpiwnicznej salki, w której akurat zaczynała się podróżnicza prelekcja. Można było zasiąść i w spokoju stygnąć, z lemoniadą w dłoni. Wprawdzie opowieść dotyczyła podróży po USA – dla mnie to ostatni kierunek, jaki kiedykolwiek bym wybrała (ex aequo z paroma innymi ;) ) – ale para przedstawiająca się jako Screw it. Let’s ride opowiadała na tyle zajmująco, że fajnie się słuchało. Podróżowali raczej budżetowo, więc było też trochę przydatnej wiedzy praktycznej, a ogólnie niektóre ich przytrafunki były tak kosmiczne, że głowa mała. Transport harleya jachcikiem na Kubę – mistrzostwo ;)

Mogłabym teraz z kronikarskiego obowiązku rozpisać się o wszystkich składowych imprezy, które mnie kompletnie nie ruszały, jak np. kąciku dla skejterów, wielkiej ekspozycji customowych rowerów czy warsztacie nożowniczym (knifemakerskim?) – chociaż metalowy smok przy jego wejściu bardzo spoko… Ale nie mam nawet co na ten temat pokazać, więc przejdźmy od razu do fur. Też nie ma tu wszystkich, ot parę, co w oko wpadło:

Nawet jeśli amerykańska motoryzacja zwisa komuś zwiędłym kalafiorem, to nie sposób nie docenić roboty, jaką wykonano przy niektórych „eksponatach”.

Więc tak tylko półgębkiem nadmienię, że najbardziej podobały mi się te dwa „zwyklaki” ;)

Motocykle z grubsza na jedno kopyto – żarcik oczywiście ;) Każdy inny, wszystkie doinwestowane…

Wśród maszyn pozakonkursowych, czyli po prostu tych, którymi przyjechali zwiedzacze, nieco ciekawiej. Bardzo mi się spodobał „Junak zastępczy” ;)

Choć oczywiście dominowała czerń i chrom, to trafiło się na parkingu też parę plastików, nie byłam więc sama, tyle że nikt poza mną nie ustawił się z „nieprawilnym” motocyklem tak bardzo w sercu imprezy – przy toi-toiach ;D

Po zregenerowaniu sił całkiem smacznym jalfrezi z budki z kuchnią bengalską i tajską oraz po odczekaniu pierdyliona lat na lemoniadę z ogórkiem (warto było, ale naprawdę, tyle czasu to porażka…), uznałam wizytę za kompletną. Czyt. ‚należało się zwijać, żeby nie nakupić nic więcej’ ;)

Słowem podsumowania – impreza jak najbardziej warta zobaczenia. Nie wiem, czy co roku, ale raz co najmniej. Dla chętnych ;)

Więcej barwnych fotosów od innych uczestników znajdziecie na fb -> LINK.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *