pozwiedzane: Trzy muzea (#1 Muzeum Karkonoskie)

Jak dla mnie mogłaby być zawsze wiosna. Jak na Maderze. Tylko z mleczami, bzem, bratkami i resztą polno-łąkowej flory. Ale niestety – wszystko zmierza ku temu, że będziemy mieć w Polsce dwie pory roku i to nie moje ulubione, umiarkowane :( Będzie „za zimno” i „za gorąco”. No ale póki nie zapowiada się, żeby jeszcze w obecnym życiu było mnie stać na przeprowadzkę na Maderę, to trzeba jakoś organizować sobie czas wolny podczas tej nowej, polskiej zimy. Czyli przez pół roku za zimno – na wszystko, ale głównie na motór. Można jednak wykorzystać tę sposobność na „zaliczenie” miejsc, które z perspektywy noszenia motocyklowej kurtki i kasku w garści, i dreptania w całym tym tałatajstwie podróżnym na sobie, wydawały się nieszczególnie zachęcające.

Trochę takich obiektów zawsze omijam podczas wycieczek i czasem nawet nie wypadają mi z głowy od razu, więc w zeszłym roku tak dość samoistnie zrodził mi się plan, by odwiedzić zestaw trzech muzeów u podnóża Karkonoszy: jeleniogórskiego Muzeum Karkonoskiego, Muzeum Sportu i Turystyki w Karpaczu oraz Muzeum Sentymentów w Kowarach.

Na pierwszy ogień – klasyka: muzeum regionalne, czyli trochę lokalnej sztuki, trochę etnografii, archeologii… Wystawy są tu w takiej nawet dość nowoczesnej oprawie, przyjemnej dla oka i nienużącej do zwiedzania. A to podstawa. Mnie jednak szczególnie przyciągała jedna rzecz – obudowana dachem muzeum drewniana „skansenowa” chata – tego się nie widuje w pierwszym lepszym muzeum ;)

Jest tu zresztą więcej unikalnych eksponatów, jak choćby jedyna na Dolnym Śląsku protestancka szopka piramidowa. Co dodatkowo ciekawe, znajduje się ona w zbiorach muzeum już… 120 lat! No właśnie, bo też i cała placówka powstała jeszcze „za Niemca”, pod koniec XIX w. A muzeum nie jest jedyną pamiątką, jaką zawdzięczamy Towarzystwu Karkonoskiemu (RGV – Riesengebirgsverein) – to oni wytyczyli wiele popularnych dziś szlaków turystycznych w Karkonoszach, zbudowali Drogę Jubileuszową na Śnieżkę, a także wiele schronisk czy wież widokowych. Nie dziwi zatem, że nazwa RGV przewija się w opisach dużej części zbiorów.

Kolejnym „smaczkiem” jest kolekcja pamiątek związana z laborantami – czyli niegdysiejszymi zawodowymi zielarzami. Działali tu prężnie, głównie w XVIII w., ale ostatecznie pod koniec wieku XIX król Prus zakazał homeopatii i sprawa zielarska się rypła. Znajdziemy tu zatem: „pudełka na rozmaite maści, suszone zioła i inne gotowe leki, butle, koszyki, spis leków, kopię koncesji laboranckiej, portret ostatniego laboranta” (cyt. za stroną).

Co ponadto w gablotach? Przekrój życia na wsi we wszelkich aspektach – codziennym, świątecznym, rzemieślniczym, a nawet artystycznym. Jak to na wystawie etnograficznej ;)

Na dłuższy czas „wsiąkłam” też w sali, gdzie zgromadzono lokalne pamiątki życia codziennego z tych bliższych nam czasów. I co tu można znaleźć? A choćby gadżety reklamowe tutejszych firm (tak, to się już wtedy zaczęło ;) ), uchwyty od spłuczek toaletowych, skarbonkę w kształcie ratusza, kamień litograficzny i matrycę drukarską czasopisma wydawanego przez RGV „Wanderer im Riesengebirge” czy drewnianą skrzynkę pocztową. W sąsiednich gablotach jest jeszcze ciekawiej – są pamiątki turystyczne, a wśród odznak te automobilklubu karkonoskiego.

A na poczesnym miejscu, znaczy się na środku sali, jest najlepsze (jak dla mnie) – historyczna makieta kotliny jeleniogórskiej i karkonoskich szczytów. Piękna!

Przechodząc przez kolejną salę (roboczo nazwijmy ją „salą z rzeźbą, mebelkami i makietą kościoła”), dochodzimy do ostatniego pomieszczenia, czyli mieszczańskiego XIX-wiecznego salonu. Z ciekawostek – biblia w przekładzie Lutra.

Oczywiście niniejsza relacja jest wybiórcza, subiektywna i stronnicza, więc beztrosko pomijam np. wystawę archeologiczną czy większą część tej ze szkłem artystycznym (tu mnie zaciekawiły w zasadzie dwa eksponaty, o dziwo nowoczesne: szklane misie-żelki i postać o dość dynamicznej wymowie).

Polecam jednak odkryć samodzielnie to, czego akurat nie opisałam. A możliwość przechadzki po szklanej podłodze na piętrze – gratis (pochwalcie się, jeśli nie ugną się pod Wami nogi :P ).


INFORMACJE PRAKTYCZNE:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *