Intrudeł w końcu wyszedł na ludzi

Czyli obrazkowe podsumowanie, jak z frędzlastego kloca zrobić przyjemny dla oka czoper ;)

Początkowo było nie za ciekawie. Na placu u Michała wylądował okrutnie zmęczony, osakwiony i opierdółkowany intruz. Miejscami spleśniały. No, obraz nędzy i rozpaczy – przez który jednak wprawne oko przyszłego właściciela zdołało się przebić, dostrzegając wymarzony kształt. Przydatna umiejętność w tej branży ;)

Motór więc dość szybko został pozbawiony zbędnych błyskotek, orłów, sokołów i akcesoriów BDSM, w tym kufrów do wożenia powietrza. Zaczął wyglądać już prawie jak z prospektu

Ale to wciąż nie było do końca TO. Prawdopodobnie szalę na stronę dalszych modyfikacji przeważyło niewybaczalne pęknięcie tapicerki na siodełku pasażera ;) Przy okazji naprawy tegoż mankamentu już cała kanapa (kanapka?) zmieniła nieco kształt. Lagi dostały skarpety na zimę, a nawet przeproszono się ze starymi lusterkami od zielonej hondy (pierwotnie czarnej, potem w trakcie kustomowania już pozbawionej wszelkich gangsterskich akcentów, którymi obdarował ją poprzedni właściciel, pan Diego). Na koniec wymiana galanterii oświetleniowej, przyczernienie paru elementów – et voilà, zupełnie niezły motór do jeżdżenia.

Dodaj komentarz