Gienek the Adventurer – uratowany od huty

W zasadzie nie tyle od huty, co od rozprzedania na części, bo jak przyjechał z Holandii, to tylko do tego rokował, głównie wyglądem. Ale jak to u naszego ulubionego handlarza bywa, nawet największe sierotki i potwory znajdą swego amatora ;) Znalazła się i dla Genka nowa mama :P Nie tyle chętna, co w potrzebie, więc wygląd był sprawą drugorzędną. Motór miał odpalać i jeździć. No i mieć normalną kierownicę, więc dostał jakąś w spadku po crossie – na dobry początek scrambleryzacji, bo w takiej konwencji najchętniej by go obecna właścicielka widziała ;)

Motorek, odkąd usłyszał o adopcji, był tak wdzięczny, że nawet zmieścił się do Chrupka :D Następnie przeszedł pełny przegląd i serwis (głównie gaźnika), wymianę niezbędnych do działania lub śladów urody elementów, jak siedzenie czy pompa hamulcowa…

…i w zasadzie po tych zabiegach był już gotów do wydania. Przywrócenie go społeczeństwu postanowiłam uwiecznić, wyjątkowo nie na tle śmietnika, lecz bardziej stylowego żywopłotu sąsiada ;) Motór prezentował się na tyle spektakularnie, że w trakcie tych manewrów zatrzymał się dynamicznie i przycofał do mnie przypadkowy człowiek, pytając czy to będzie na sprzedaż ;) Ha, niestety, mógł tylko pozazdrościć takiego Gienka ;)

Oczywiście nie omieszkałam też uwiecznić wszystkich napisów „suzuki”, „madeinjapan” i wszelkich innych – z nałogiem nie ma co walczyć ;)

I to już w zasadzie happy end. Ciąg dalszy historii możecie śledzić na instragramie lub fejsbuczku, polecam :)

1 Comments

  1. Pingback: Nowy motocykl, nowe przygody, czyli Gienek the Adventurer |

Dodaj komentarz