Duże ilości naraz Jelczów

Albo Jelczy. Kwestia nierozstrzygnięta. Nie rozstrzygnął się też w porę nasz udział w I Zlocie i Pikniku Jelcza i dojechaliśmy mocno po południu, więc część wystawców i gości spotkaliśmy już w drodze, gdy mijali nas z naprzeciwka. Zjawiło się ich podobno 30-kilku, więc jak na pierwszy raz, to zupełnie zadowalająco. Miejmy nadzieję, że będą kolejne okazje, ale może już nie w ten sam weekend, co zlot w Oławie, bo przez to musiałam wybierać albo-albo… Widać Oława mi pisana tylko co dwa lata ;)

Do Jelcza jednak było warto przybyć, bo rzecz odbywała się w byłej hali montażowej – naprawdę robi wrażenie, nawet taka pustawa (może zwłaszcza). Okoliczność to tym korzystniejsza, że sobota była wyjątkowo deszczowa. Połaziliśmy, obejrzeliśmy co zostało, ja sobie wlazłam pod autobus…

Na imprezę zaproszono też byłych pracowników, więc dla zapaleńców i miłośników była to nie lada okazja do ciekawych rozmów. Poza tym możliwość wsiadania i włażenia na zabudowy, przejażdżka autobusami – same atrakcje (o grillu dla chętnych nie wspominając ;) ).

Jako że u mnie tak kulawo, to odsyłam do pełniejszej relacji (zdjęciowo i merytorycznie): LINK

I kończę widokiem smętnych plam po uczestnikach, których nie zobaczyliśmy oraz smętnej bramy zakładów, których świetność już minęła.

1 Comments

  1. Wspominacz

    Chyba podobny koniec czeka wszystkie polskie firmy zajmujące się produkcją pojazdów jeśli nie zmienimy polityki myślenia. Dziwnie brzmi? Powiem tak – Łucznik leży, Leopard leży, jak nie zaczniemy inwestować we własne marki, to powoli kupią nas, jak nie jedni to drudzy, jak nie za złoto, to za ropę czy gaz, a jak nie to za dostęp do technologii, którego sami sobie nie załatwimy. Dbajmy o nasze wzajemne interesy.

Dodaj komentarz