Myśliwcem po poligonie

Wychodzi na to, że aby przywitać wiosnę, należy mieć pod ręką dowolny zgniłozielony motocykl oraz kawałek poligonu, mniej lub bardziej używanego. Taka mi się samoistnie ustanowiła tradycja, wprawdzie codwuletnia, ale jednak ;)

Dla przypomnienia, poprzednim razem pojechałam wybłocić cezetkę.

dsc_2001

Skustomowany szadoł w końcu doczekał się właściwych manetek, ja doczekałam się ładnej pogody, wszystkie okoliczności zdawały się sprzyjać temu, żebym wreszcie mogła go obfotografować. Tylko przydałoby się jakieś ciekawsze tło niż klasyczny polbruk na podjeździe i płot na drugim planie (zamiennie ze śmietnikiem sąsiadów vis-a-vis) ;) Wybór padł na pobliskie odludzie, z malowniczymi resztkami cegieł i betonu. Oczywiście, nie dalej niż tabliczka „teren wojskowy, wstęp wzbroniony” :P

dsc_2012

Długo tam jednak nie zabawiłam, obawiając się wałęsaczy, więc detale będą zaprezentowane już jednak na tle kostki i płotu :P


1aDawca przyjechał oczywiście od Michała z Nowej Soli, a wcześniej należał do pana Diego z Holandii i, sądząc po wyglądzie, jeździł z większymi kolegami-harlejami z lokalnego gangu klubu brydżystów, bo miał już badassową kierownicę, złowrogie lusterka i był w czarnym macie (jak widać po prawej). img_6463aRealizacja wizji nie wymagała więc w sumie wielkich modyfikacji, już na starcie dobrze rokował, a co najważniejsze – nie wołał o naprawy. Pomysłów na odsoftczoperowienie motóra było kilka i zmieniały się dynamicznie (miał być scrambler, potem street tracker, może malowanie w jeden kolor, a może w barwy hondy…), ostatecznie zaś wygrała wizja nawiązania do Mitsubishi Zero. Stąd „myśliwiec” i żeby pozostać w temacie – poligon ;)

Wskoczyła więc dupa od VT500E, skarpety od emzety oraz normalne lusterka, a przednia lampa poszła w dół, żeby to trochę też odżyrafić. Siedzenie, drobiazgowo zwymiarowane, uformowane ręcznie i spawalniczo, obszył następnie nasz ulubiony lokalny tapicer. Nowa powłoka lakiernicza to Novol Industrial (i cóż, że do koparek ;) ) w odcieniu Bronzegrun (RAL 6031). Do tego emblematy naklejkoskie, żeby było wiadomo co to, ale nie nazbyt oczywiste, dlatego tłumaczę i objaśniam ;) Na baku ホンタ, czyli Honda, a na boczkach Shadow, ale nie fonetycznie, tak jak po japońsku mówią, tylko kage 影 („Monitor na stoliku, pod którym schował się zmęczony robocik i trzy skośne kreski obok”), bo krócej i ładniej, a znaczy to samo. I wreszcie na koniec, wisienki na szczycie deseru, nad którymi było najwięcej dumania – manetki Gripster w odpowiednim odcieniu. Uff… Tylko i aż tyle. I taki se jest.

dsc_2026

2 Comments

Dodaj komentarz