50 ccm włoskiej zabawy, czyli jeszcze skutera nam brakowało…

W d. się przewraca, ktoś mógłby powiedzieć ;) Ale no w małym mieście tylko taki równie mały pierdziel się nadaje do sensownego przemieszczania się. Bo na piechotę wszędzie daleko, a na auto za blisko. Zanim dojadę do pracy przez całe miasto (średnio zajmuje to 5 min.), to silnik ledwo łapie temperaturę. A do biedronki, to już w ogóle więcej paliwa idzie na odpalanie, niż samą jazdę. Szkoda męczyć samochód. Motocyklem… Zanim się to to nagrzeje do jazdy, zanim się człowiek naubiera, to już by 3x pojechał i załatwił, i zdążył wrócić. Rower odpada – mieszkam w najwyższym punkcie, cały czas pod górę, odmawiam ;) A skuterek… Się bierze i się jedzie, w klapkach albo w byle czym, można parkować byle gdzie, objeżdżać spod świateł audiczki (przez pierwsze paręnaście metrów ;) ) i takie tam. Czysta przyjemność.

DSC_0060

Nie zawsze jednak byłam tak entuzjastycznie nastawiona do tych kibli na kółkach ;) Ba, wręcz zarzekałam się, że moja noga na tym nie postanie. Że to odrażająca parodia pojazdu. Że wszystko, co najgorsze.

A jak przyszło co do czego, to na pytanie, czy aprobuję zakup i przywiozę to do domu, radośnie odparłam, że tak, nie ma problemu, nigdy nie jechałam skuterem, więc chętnie wrócę nim 50 km. Nocą. Do głupich akcji nigdy nie trzeba było mnie długo namawiać ;)

DSC_0024

Pierwsze wrażenia? Kieruje się jak w motocyklu, ale poza tym, to wszystko inaczej ;) Pozycja mocno konfundująca (ale jak to nogi przed siebie? Jak ja mam się na nich opierać? Nie opierać? Na tyłku mam siedzieć?). Środek ciężkości w ogóle nie tam, gdzie się go człowiek spodziewa. Ruszanie… Daję gazu, daję… i nic! Jeszcze więcej?! Matko, co za diabeł to wymyślił… No ale kaman – ludzie stuntują na skutrach, więc sama jazda to nie może być nic trudnego ;) No i nie jest. Jest banalna (czasem aż nazbyt), a przemieszczanie się tym jest superfajne i bezproblemowe. Tak, biję się w pierś i odszczekuję :P

Zakładasz kask (byle jaki jet) i jedziesz. Ładujesz pod siedzenie co chcesz – jak już wyjmiesz stamtąd kask, którego nie musisz targać ze sobą. Parkujesz pod samymi drzwiami biblioteki i nikt nie próbuje cię egzorcyzmować. Przywozisz worek 80 l kory iglastej (oraz grabki do liści), a skuter nie klęka. Podjeżdżasz pod samą kolegiatę, żeby posłuchać pieśni bułgarskich, a potem ruszasz, zanim wszyscy załadują się do aut i ustawią się w korku powrotnym na moście.

No dosłownie mały druh, Amico jak ulał :D

DSC_0038

I w końcu nikt mi nie macha lewą :P Chociaż jazda tym pierdzikółkiem jest tak śmieszna i powoduje tak dobry humor, że mam ochotę machać wszystkim sama z siebie, motocyklistom, skuterzystom, kombajnistom…

DSC_0068

2 Comments

  1. K

    Genialny wpis :D Widać, że humor dzięki skuterzynie się udzielił :) W takich warunkach jak opisałaś, faktycznie to to ma rację bytu, tylko czy reszta maszyn zaakceptuje nowego kolegę? :) Tak w ogóle to czuję się przekonany, do diabła z GSami i innymi, po powrocie też zakupuję takie cudo, co mi tam :P

    Wiele objechanych audiczek spod świateł na tym sprzęcie życzę :) Acha – czy będzie miał jakieś imię? :)

    1. byledoprzodu

      Póki co, wołamy na niego Gzyk lub Śmierdziel :P Reszta maszyn pewnie nawet nie zauważyła nowego rezydenta, bo pozasypiały, nieużywane, sądząc chyba, że to już koniec sezonu ;) Hehe, nie mów hop, ja już przecież spotkałam na szlaku turystę skuterowego ;) Czymś, co jedzie te 90-100 i więcej, to to na pewno ma sens, takim małym bym jednak odradzała – lepiej móc jechać równie szybko jak samochody, bezpieczniej jest ;)

Dodaj komentarz