Oławski megazlot staroci

…i tak jest zawsze – narobię za dużo zdjęć i potem nie mam weny tego przebierać, i tak leżą 2 miesiące, aż nabiorą mocy urzędowej :P Jak byłam „skazana” na analoga, to było łatwiej. Wtedy to ja czekałam na zdjęcia tygodniami (aż film dokończę), ale nie było problemu z selekcją. No i pan fotograf za mnie wywoływał, a nie, że siedzę po godzinach w robocie, żeby to sobie ogarnąć (bo na darmowych programach w domu, to se mogę dżinna z lampy wywołać, a nie RAWy). No ale darowanemu nikonowi się w zęby nie zagląda, jak już jest, to by się wypadało pomału nauczyć robić zdjęcia, a nie na pałę pstrykać jak japoński turysta. To będzie długotrwały proces, więc nie spodziewajcie się od razu cudów :D

A więc zlot w Oławie. Po latach (bodajże 3) postanowiłam wybrać się tam ponownie, a żeby nie mieć problemów z parkowaniem na mieście, tym razem wbiłam jako uczestnik ;) Zlot jest darmowy, ograniczenia wiekowe jak wszędzie, więc jak można się domyślać – frekwencja była spora. Spora? Była monstrualna :P Na kilka godzin miasto – nieduże skądinąd – stało się jednym korkiem. Słyszało się zarzuty, że organizatorzy nie podołali. Że się starsze auta gotowały, stojąc. No ale heloł? Kto z choćby ziarnem pomyślunku spodziewał się czegoś innego? Było do przewidzenia.

DSC_0006

Toteż sobie, mimo upału, podkręciłam ogrzewanie (tak profilaktycznie) i czekałam, doskonaląc spokój jedi. Organizacja, wg mnie, była porządna. Daleko przed ostatnim skrzyżowaniem chodzili ludzie w kamizelkach i wyłuskiwali uczestników, mówiąc gdzie się kierować, żeby wszystko szło sprawnie, a niezlotowe pojazdy przekierowywali na drugi, bardziej drożny pas, żeby ludzie nie stali bez potrzeby. Po wjeździe na miasteczko ruchu drogowego, czyli dość duży teren, gdzie była cała impreza, też po kolei wskazywano gdzie kto ma się udać. Zachodnie tu, peerele tam, wszystkich ładnie poukładano i zupełnie nie mam na co narzekać. Poza zasłyszanym na początku komentarzem od przypadkowego przechodnia, że z taką fiestą to na złom, a nie zlot. I ch* strzelił radosny nastrój. Co mnie jednak pozytywnie zaskoczyło, to „pakiet wjazdowy”. Nie dość, że wpuszczają za free, to jeszcze obdarowują! Naklejki pamiątkowe, wiadomo, ale poza tym nawet koszulka i bon żywnościowy na grochówkę lub żurek. Aż wstyd byłoby potem nie kupić losu na loterię, wokół której kręcił się cały „spęd” – nie żeby mi zależało na wygraniu syrenki, będącej jedną z nagród ;)

DSC_0026

Impreza duża sama w sobie, odbywała się w ogóle w ramach Dni Koguta, czyli święta miasta. Dobra taktyka – więcej przechodniów, większy tłum, więcej sprzedanych losów ;) O efektach można poczytać na stronie organizatora. A ja przed tym tłumem właśnie, po obejrzeniu wszystkiego, uciekłam na miasto. Starówka jest zaraz po drugiej stronie drogi. Do lodów włoskich kilometrowa kolejka, do dwóch najbliższych sklepów również. W poszukiwaniu wody powędrowałam więc trochę dalej. Zbawienie znalazłam w pustym i uroczo „duchologicznym” sklepie Twarożek, a lodowy koktajl i darmowe wifi – w Delicjach Oławskich, pobliskiej cukierni. Żyć, nie umierać ;)
W ramach turystyki chciałam jeszcze wejść na wieżę ratusza, co z okazji święta było darmowe, ale dostępne o wyznaczonych godzinach, tylko kilka razy w ciągu dnia. Na najbliższe wejście już nie mogłam czekać, ale dzięki zwiedzaniu na piechotę trafiłam na cudowny element małej architektury – pogodynkę z sową :D Pokazuje temperaturę, wilgotność i kierunek wiatru.

Ech, no dobra, nie mogę tego dłużej unikać i zabawiać Was opowieściami dziwnej treści… Trzeba by pokazać, co za fury przyjechały i zrobić to jakoś z sensem ;) To może w miarę po kolei, sektorami, zachowam przynajmniej pozorny ład.

Na dzień dobry, sektor „na bogato” ;)

Co? Że któryś pojazd tu nie pasuje? Nie wiem, o co Wam chodzi :P

DATsun with DAT ASS, a za chwilę było jeszcze ciekawiej… Otóż pomiędzy tymi wszystkimi urywającymi tyłek cudami motoryzacji przycupnął sobie najbardziej uroczy z nich – hondka N600. W wersji touring.

DSC_0021

Najpiękniejsza i taka tycia ;) Dalej też było wesoło…

DSC_0023

DSC_0025

Sektor kolejny: część centralna, czyli zachodnie i ogólny misz-masz. Tu miałam eldorado, choć głównie wypatrywałam pokrewnych złomków, znaczy się fordów. I co? Dosłownie naprzeciwko miejsca, gdzie wcisnęłam się między dwa drzewka (nic większego niż Świnek by się nie zmieściło, dlatego czekało na mnie wolne ;) ), stała mk-jedynka.

Gdzieś tam dalej natknęłam się jeszcze na nieco zmęczoną mk3 (ta to dopiero się załapała psim swędem ;) ), poza tym nie było więcej takich jak my. Ale byli inni…

DSC_0225

Ok, najgorsze za Wami, więcej obrzydliwych fordów nie będzie :P A nie, moment, jeszcze dwa najlepsze… ;)

Pozostałe wozy z kraju i ze świata…

Ten diabeł tasmański powyżej to jakiś stały bywalec tegorocznych (co najmniej) imprez w okolicy. Na Kustom Konwencie też się pokazywał, gdzieś jeszcze indziej też mi mignął…

Autobus stał w jakimś cholernym epicentrum zagęszczenia, nie szło go objąć bez ludzi w kadrze. Ale i tak widać, że jest piękny. Urodą konkurował ze stojącą w pobliżu felicią…

Z tym lunaparkiem w tle jej kolor komponuje się idealnie :P

Z tym lunaparkiem w tle jej kolor komponuje się idealnie :P

DSC_0187

Poza skodą RTO LUX, w innym miejscu prezentował się nasz rodzimy ogórek, w dość ciekawym malowaniu. Do towarzystwa miał z jednej strony pojazdy wojskowe, a z drugiej kampery i inne busiki.

W osobnym getcie zamknięto perły peerelu ;) Mimo ogólnej różnorodności, podziały były dobrze zorganizowane. Każdy mógł się pławić w takich klimatach, jak lubi. Z kronikarskiego obowiązku wlazłam jednak i tutaj… Przynajmniej było kolorowo ;)

Warcy, rycy, cescy - a jakże ;)

Warcy, rycy, cescy – a jakże ;)

Wśród samochodów w tym zakątku zaplątał się też jeden motorek. Ale jaki… o_O

Bo ogólnie motocykli było od cholery. I akurat w ich sektorze nie było kompletnie porządku. To jedyny minus. Ciężko było skupić wzrok, bo stały jeden na drugim. No ale popatrzmy…

Ale najlepsze, co spotkałam w tym gronie, to… skuter :P Honda, żeby nie było ;) Wspaniały dizajn siekierą ciosany, wbudowane radio grające skoczną nutę – od razu chwyciła mnie za serce.

No, słowem – było co oglądać! Warto nie zrażać się korkiem i dojechać do celu, czy to na teren zlotu, czy na sąsiednie uliczki. Warto przeżyć tłok i ścisk dla widoku tak wielkiej ilości fajnych aut. Warto przyjechać za rok :D

DSC_0238

Dodaj komentarz