Opowieść spod znaku miecza i motocykla… Że co??

Jeśli tytuł przywiódł przed Wasze trzecie oko wyobraźni takie obrazy:

to niestety muszę Was rozczarować :D No dobra, ale o co w takim razie się rozchodzi? Co innego może łączyć awanturnicze przygody nie z tego świata i całkiem realne motocykle? No przecież, że osoba autora ;) Stąd też i ta nieobiektywna recenzjo-polecanka w tym miejscu.

Z rzeczonym autorem miałam już pośrednio do czynienia, jako że to jego przygodom z CZ 180 Roland zawdzięczam pomysł zakupu własnej cezetki. Tym chętniej więc rzuciłam się na kolejny wytwór jego pisarskiej twórczości. I co otrzymałam?

.

.

/dramatyczny suspens w narracji :P/

.

Książkę, którą pochłonęłabym za jednym zamachem – gdyby nie to, że po pracy zazwyczaj zasypiam jak kłoda, więc i cały proces przeciągnął się na parę wieczorów ;) Opowieść jest z gatunku tych, które lubię najbardziej: akcja-akcja-akcja! Z przerwami na budowanie obrazu świata i przedstawienie całkiem przekonujących postaci, wiadomo. Jako że jestem niethrillerowa, to kilka fragmentów przyprawiło mnie o zszargane nerwy, ale w zasadzie i to w pozytywnym sensie. Nie grywam też w szachy, więc i podczas lektury nie wybiegałam z domysłami za bardzo naprzód (po co sobie psuć przyjemność? ;) ), próbując zgadywać, jak się potoczą losy bohatera, jego sprzymierzeńców i adwersarzy, toteż parę twistów fabularnych zupełnie mnie zwaliło z nóg.

Niezmiernie wciągająca historia, nawet i bez motocykli ;) A byłam dopiero co po lekturze ostatniej (dotychczas) cesarzowej Achai, więc poprzeczka oczekiwanego poziomu satysfakcji wisiała wysoko ;) I Brein nie zawiódł. Czekam na więcej :D

DSC_0481

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

Tyle ode mnie. A wszystko, co Was bardziej profesjonalnie powinno zachęcić, jest na stronie wydawnictwa (włącznie z szaloną ilością recenzji, zarezerwujcie z pół godziny na scrollowanie ;) ).

PS. A jak ochłoniecie, to sobie jeszcze przeczytajcie dodatkowe opowiadanie w Wydaniu Specjalnym Nowej Fantastyki (03/16) – teraz również dostępne w ebooku. „Gianca” jest piękna po prostu.

Dodaj komentarz