Zimowe wyprzedaże, czyli jak nadać motocykl pocztą

Jak chłop się nudzi, to handluje. Na pierwszy ogień poszła Czarna, a teraz… No dobra, cezetka nie była wystawiana, ale chętny sam się zgłosił.

Kiedyś by mi to nawet przez myśl nie przeszło. Ale od pewnego czasu, zaczęłam się oswajać z tą myślą, że trzeba będzie… Rozsądek zwyciężył, więc musiało się tak skończyć.

Cezetka wróciła na Mazowsze.

Zrobiła swoje. Objeździłam nią wszystko, co dało się w jej zasięgu objeździć, a nad morze ani do Szkocji się nią nie wyprawię ;) Sentymenty sentymentami, ale sprzętów przybywa, a garaż jakoś nie chce się powiększyć cudownym sposobem, niczym namiot Weasleyów. A motór jak stoi, to się psuje. U mnie już za długo się bezczynnie nastała.

Poszła zaś w dobre ręce, jawera-kolekcjonera, który zbiera sobie ostatnie, nietypowe modele. Cezetka będzie więc mieszkać teraz ze znaną jej, a też niedawno odkupioną przez niego, białą Wanną oraz Trampem. Happy end ;)

Ale żeby nie było tak lekko, to trzeba było maszynę… rozkawałkować. Jak z Warszawy wyjechała, tak samo przyszło jej wrócić. W bagażniku. Tym razem nie moim, lecz znajomego – listonosza. Prawie jakbym pocztą nadała ;)

Ale po kolei… Aha, jeszcze rzewna piosenka, żeby pasowała do nastroju zdjęć :P

Jeszcze w miarę kompletna.

Jeszcze w miarę kompletna.

I dalsze etapy obnażania.

I dalsze etapy obnażania.

Ja się zajęłam tyłem, a druga połowa - odpowiednio - drugą połową motocykla.

Ja się zajęłam tyłem, a druga połowa – odpowiednio – drugą połową motocykla.

Więc poszło całkiem szybko.

Więc poszło całkiem szybko.

Tym razem wszystkie śruby odkręcały się bez problemu, więc można było wyjąć silnik, żeby było po bożemu, a nie na partyzanta, jak poprzednio ;)

Tym razem wszystkie śruby odkręcały się bez problemu, więc można było wyjąć silnik, żeby było po bożemu, a nie na partyzanta, jak poprzednio ;)

Cenny ładunek trzeba troskliwie zapakować.

Cenny ładunek trzeba troskliwie zapakować.

Taki mały motorek, a tyle paczek...

Taki mały motorek, a tyle paczek…

I coraz więcej, i więcej paczek...

I coraz więcej, i więcej paczek…

Ale jakoś się pomieściło.

Ale jakoś się pomieściło.

No i finito. Ale żeby nie było – still loving you, mała cezetko ;)

3 Comments

  1. horstsobota2

    Ja mam swego rodzaju niechęć do pozbywania się tych bardziej „zasłużonych” pojazdów. Jakieś 15 lat temu pozbyłem się jednego (w zasadzie to zostałem do tego czynu przymuszony) i do dziś tego bardzo żałuję. Nigdy bym nie przypuszczał, że po tylu latach nadal można się #@%&* jak sobie człowiek tylko przypomni.
    Dlatego jestem bardzo ostrożny ;)

    1. byledoprzodu

      Nie było łatwo, nie przeczę. Z decyzją nosiłam się od ponad roku i raczej nie zapowiadało się, że sama z siebie powiem „żegnaj”, ale tak jak mówię – okazja była korzystna dla obu stron, więc to przeważyło. Poza tym, pewnie będę ją widywać na zdjęciach, może kiedyś na żywo, więc to też trochę łagodzi. Choć niby lepiej nie znać dalszych losów sprzedawanych pojazdów (przynajmniej tych, do których ma się sentyment), ale tu akurat sądzę, że cezetka krzywdy nie będzie miała :)
      A propos emocji po latach, to ja się nawet wkurzam, jak przypominają mi się okoliczności niepotrzebnej, przymusowej sprzedaży cudzego moto, którego na oczy nie widziałam (aż żal, że nie), a co dopiero, jak mówisz, że Tobie samemu się przypomina… Nie dziwi mnie więc ostrożność.

Dodaj komentarz