wycieczka: Go west – byle nie najkrótszą drogą

Jak już kiedyś wspominałam, kiedy tylko nadarza się okazja i pretekst w postaci jakiejś nieszczęsnej ofiary, która mnie odwiedza, za punkt honoru obieram sobie przeciągnąć ją turystycznie po bliższej czy dalszej okolicy i wykorzystać do cna, jako uzasadnienie wybrania możliwie okrężnej drogi zwiedzania ;)

Gościnność ma różne oblicza – jedni pieką ciasta, inni zabierają na wódkę… Każdy „częstuje” tym, co sam lubi najbardziej, choć często ku utrapieniu odwiedzającego :P No a ja wlokę gości na wycieczki, też bez litości :]

Odebrałam więc ofiarę we Wrocławiu, wymęczoną autobusową podróżą od świtu i co? I przeciągnęłam do domu bocznymi drogami, aż się zrobił wieczór. Oj, no bo…
W każdym razie, zgodnie z tytułem, zamysł był taki, żeby jechać równolegle do tranzytowej trasy i coś zobaczyć po drodze. Tym sposobem trafiłyśmy przypadkiem np. na święto piernika w Jaworze. Wyszedł bardzo fajny roadtrip po zwyczajnych miejscach.

Zrzut ekranu 2016-01-29 o 22.15.25

Choć nie zaczęło się wcale tak optymistycznie, bo pierwsze potencjalne atrakcje pod samym Wrocławiem zupełnie nie wypaliły. W Jarnołtowie skusił nas drogowskaz do Karczmy Rzym. Sama knajpa bardzo przyjemna dla oka, ale obejrzeć ją można tylko na własne oczy albo w galerii na ich stronie, bo zaraz koło parkingu straszy tabliczka zakazująca wszelkiego fotografowania. Nie chcą darmowej promocji, to nie. Na kawę, a tym bardziej obiad, pora była zbyt wczesna i z tej przyczyny nie udało się zwiedzić nawet terenów vis a vis restauracji, położonych w urokliwej dolinie Bystrzycy, na które prowadził wąski, kuty mostek – bo wstęp tylko dla klientów. Dlatego też jedyne, co zobaczyłyśmy, a co miało jakieś tam znamiona atrakcyjności, to znajdujący się kawałek dalej drewniany most na polnej drodze, nad ową Bystrzycą, i ruiny młyna zaadaptowane na… dojrzewalnię bananów.

Przystanek kolejny w wiosce Samotwór i trudny do przeoczenia Pałac Alexandrów, przy głównej drodze. Poza ładnym położeniem (przy rzeczce) i fajną, dwuosobową huśtawką na drzewie, ciężko mi znaleźć inne pozytywy. Pani w recepcji na pytanie, czy można skorzystać z łazienki (był to ten okres temperatur prosto z piekła, więc każda kropla wody na wagę złota) i rozejrzeć się po pałacu tak tylko turystycznie, odrzekła obrażonym tonem, że jest to możliwe tylko dla gości hotelu. Zdecydowałyśmy się więc skorzystać z opcji „kawiarnia”, żeby zasłużyć na miano gości, ale zanim doczekałyśmy się kelnera, zdążyło nam się znudzić huśtanie i poszłyśmy precz, wychodząc z założenia, że przed nami jeszcze inne, ciekawsze miejsca od tych, gdzie nas nie chcą.

Przez „ciekawsze” mam na myśli nawet takie zapomniane przez świat miejsca spoczynku wrastających klasyków.

IMG_2239

Albo wiejską super-drogę-do-jechania.

Albo wiejską super-drogę-do-jechania.

Poza tą enklawą bujnej, nadrzecznej przyrody, reszta drogi w stronę Jawora obfitowała jedynie w mniej lub bardziej płaskie pola, uznaję więc, że nic ciekawego – do czasu aż nie trafię, znowu przypadkiem, na coś interesującego w tych stronach ;)

W Jaworze zaś miał być tylko przystanek na kawę gdzieś na Rynku, a okazało się, że festyn, dzikie tłumy i święto piernika. Konkretnie – nawet chleba i piernika.
IMG_2253

Jawor sam w sobie pewnie mało kogo zachwyca, ale mi się bardzo spodobał, właśnie przez tę zwyczajność i typowe dla wielu dolnośląskich miasteczek specyficzne zapuszczenie. Niektórzy nazywają to duchologią ;)

IMG_2256

Jakby mało było staroci, na okazjonalnym pchlim targu można było trafić na zabytki innego rodzaju:

IMG_2260

…a i wśród pojazdów trafiły się ciekawostki:

Żeby jednak wynieść trochę kultury z tego zwiedzania, podreptałyśmy jeszcze do Kościoła Pokoju. Nigdy nie widziałam z bliska ani tego, ani jego bliźniaka ze Świdnicy. Noo, to tym razem już zobaczyłam z bliska. I tyle. W środku już nie, bo wejście chyba 11 zł, pod koniec miesiąca nie stać mnie na taką rozpustę :P Kiedyś nadrobię, daleko nie mam, a jednak żal nie zobaczyć.

IMG_2271

Najlepsze jednak znalazłam zaraz obok – maleńką chatkę na obrzeżach parku. Tam to dopiero bym mieszkała <3

Z innych zaległości, nadal pozostaje do odwiedzenia jaworski zamek. Tak samo jak w przypadku Legnicy – za blisko mam i zawsze odkładam na później takie miejskie zabytki. Nic na siłę, doczekają się ;)

Chyba najbardziej reprezentacyjna ulica ;)

Chyba najbardziej reprezentacyjna ulica ;)

Przez te chleby chyba w końcu nie doszło do spożycia kawy, więc kolejny postój wypadł w Zlotoryi. W porównaniu z Jaworem – miasto wymarłe. Żywego ducha na ulicach, pusty rynek i odkręcana zwykłym zaworem kulowym kurtyna wodna, z której korzystały głównie dzieciaki, jedyne istoty, którym niestraszny żaden upał.

IMG_2294

Fontanna delfina.

Droga od Jawora przez Złotoryję do Bolesławca to już pagóry i całkiem niezła nawierzchnia – dobra trasa do ponownego pokonania, ale już motorkami : > Tym razem do Bolca wpadłyśmy tylko po to, żeby się w nim nie zgubić (!) i polecieć od razu na Kliczków. Bardzo lubię ten zamek, prawie tak bajkowy jak Grodziec. W tych dniach, pod koniec sierpnia, miał się tam odbywać jakiś festiwal podróżniczy, ale albo coś źle przeczytałam (czego bardzo mocno nie wykluczam), albo internet mnie porządnie oszukał. Tak czy siak, jedyna impreza na jaką trafiłyśmy (niebezpośrednio na szczęście), to wesele na zamku. W folwarku obok jeszcze bardziej nic się nie działo.

W ten sposób wycieczka zakończyła się klamrą tematyczną w postaci nietrafionych miejsc/wydarzeń. Ale zamek jako taki – zawsze spoko ;)

4 Comments

  1. Motobianco

    Dolny Śląsk jest super. Wielokrotnie bywałem tam będąc dzieckiem i zawsze chętnie tam wracam. Za każdym razem jest coś ciekawego do zwiedzania. Teraz dużo się tam pozmieniało, w połowie lat 80-tych te tereny były bardzo zaniedbane.

    1. byledoprzodu

      Ja zwiedzanie zaczęłam dopiero w latach 90., ale różnice są, to fakt – w tych najbardziej reprezentacyjnych albo potrzebnych ludziom na co dzień miejscach. Gdzie indziej jednak czas się zatrzymał albo wręcz „zniknął” jakieś miejsca. Klęska urodzaju, nie da się o wszystko w porę zadbać, a przecież mało tego nie jest. Czasem nie da się jednym ciągiem przejechać 50 km, bo co chwilę w jakiejś wsi jest coś ciekawego ;)

Dodaj komentarz