wycieczka: wokół Polkowic – Jędrzychów/Heinzenburg

Poranna prasówka przyniosła dobre wieści – w temacie lokalnych zabytków coś ruszyło ku życiu.

Mowa o Jędrzychowskich ruinach, na które trafiłam podczas wrześniowego turlania się po podpolkowickich wsiach – trafiłam oczywiście znienacka*, kątem oka dostrzegłszy wystającą z krzaków wieżę, bo już-już miałam odbić na skrzyżowaniu w zupełnie przeciwnym kierunku.

*nie szukam jakoś specjalnie informacji o okolicy, w ktorą akurat się wybieram, bo po „pierwsze primo” – nigdy nie wiem, gdzie ostatecznie wyląduję, a po drugie – i tak bym większość zapomniała. A jak poczytam po, to coś tam już kojarzę – to jedyne sensowne wyjście przy nieudokumentowanej, acz galopującej sklerozie.

Internet donosi, że pewne inicjatywy ratunkowe były już podejmowane, ale dobre chęci rozbijały się z kolei o brak jakichkolwiek chęci ze strony osób władnych (wzmianka o Stowarzyszeniu Miłośników Zamku Heinzenburg), częściej jednak to wyjątkowe miejsce spotykało się ze złą wolą i bezrozumnym wandalizmem (tekst Marcina Drewsa za: FotoFaktami). W końcu jednak pojawił się właściwy człowiek, nowy proboszcz, a z nim – oddolna inicjatywa mieszkańców, żeby zacząć robić z tym porządek. Dla ścisłości, to nakaz Konserwatora wydano już wcześniej, ale chwali się, że społeczność wzięła sprawy w swoje ręce, nie czekając aż znajdą się pieniądze z bliżej nieokreślonego źródła na zlecenie całości jakiejś firmie. Oby dalej poszło równie gładko – podobno wystarczy pomysł na zagospodarowanie tego zabytku, a kuria jest gotowa oddać go za darmo (jeśli dobrze zrozumiałam). Dziwi mnie tylko, czemu właśnie ów organ kościelny nie może wyłożyć funduszy na ten cel?

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

Tym samym, zdjęcia dokumentujące wycieczkę stały się już stuprocentowo archiwalne, bo takiego widoku, jak na nich, już się w Jędrzychowie – miejmy nadzieję – nie uświadczy.

Ogółem, była to ekskursja bardziej jeżdżona, niż stawana, więc zdjęć nie powstało za wiele, do czego przyczyniło się m.in to, że teren opisywałam już wcześniej, ale głównie jednak fakt, że okolica zachęca, żeby gnać, płynąć przez te pagóry i zakręty, a nie zatrzymywać się co chwilę ;)

A więc po kolei…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Najpierw spotkałam dzika. W Świninie, nomen omen ;)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dzik, podobno zwany też biedą – nieodłączny pomocnik wielu rolników ;) Ten chyba wśród przodków miał WSKę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z widokiem na Grodowiec.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Guzice – urzekła mnie ta tabliczka ;)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I wreszcie Jędrzychów – mniej więcej tyle było widać z oddali.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Widok tyleż romantyczno-dekadencki, co niekoniecznie korzystny dla stanu budowli.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tyle krzaczorów wystarczy, żeby powstrzymać taką nieszkodliwą mnie, dlatego tym bardziej nie rozumiem, po co pchał się tam ktoś, żeby nic, tylko poniszczyć :/

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Połaziłam wokół, popatrzyłam i na tym poprzestałam, bo raz, że honda gdzieś tam przy drodze sama stoi i strach, a dwa, że nigdy nie wiadomo, czy zaraz nie wylezie ktoś w łeb mi dać i strach. No i krzaczory, więc tym bardziej nie ma co ;)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zachwyty zachwytami, ale droga woła..

Kolejny raz potwierdziła się reguła, że nie trzeba nic planować, bo gdzie się człowiek tu nie obróci, gdzie bez celu nie pojedzie, zawsze się trafi jakiś zabytkowy bonus. To lubię. Żeby jeszcze do tych gór było bliżej ;)

4 Comments

Dodaj komentarz