fury na tle: wycieczka do Szczepowa

F1010022a

Ponieważ zima i brzydko, a wycieczkować się chce, to w użyciu aktualnie jest Prosię. W sensie, że pełni zastępczą dla hondy funkcję „trip-wagon” (pali niewiele więcej – a właściwie paliłby, gdyby nie ta cholerna zima), bo w użyciu jest tak czy inaczej, gdyż Mysza czeka na rehabilitację, z racji tego, że przeszczepiona wspoma nie działa tak jak powinna (gdyby nie perspektywa szerszych opon, to niechby nawet było bez niej – wielkie mi co, zawsze jeździłam bez wspomagania i w sumie dopiero sierrą mi się źle parkowało z tego powodu). Świnkowi wprawdzie kroi się wymiana skrzyni, ale zanim to nastąpi, to Mysza musi wrócić z zaświatów (tj. z drugiego garażu), a póki sól na drogach, to raczej się na to nie zanosi, więc tym samym Świnek nie ma wyboru i musi dzielnie służyć do wiosny co najmniej. On ma zrobione podwozie, a myszowe jest oryginalnie dobrze zachowane, więc wybór fury na zimę jest jasny raczej.

Natomiast argumenty typu, że dla prawdziwego motocyklisty sezon trwa cały rok, nie trafiają do mnie zbytnio, bo jak jest zimno albo pada, albo wieje, albo wszystko naraz i apokalipsa do tego, to nie uśmiecha mi się nawet iść do sklepu za rogiem (czy choćby popatrzeć przez okno na ten bury świat), a co dopiero tłuc dupę pojazdem bez dachu i ogrzewania. Ktoś powie, że nie mam w sobie pasji – odpowiem, że… no, coś niecenzuralnego na pewno. A poza tym, lubię piracić tym małym hultajem (fiestą znaczy), więc zimą mogę to robić z czystym sumieniem (gdybym przypadkiem postanowiła wyhodować w swoim sercu zarodek motocyklowej „pasji”, żeby miało mi cokolwiek na tym sumieniu ciążyć).

A więc wycieczka do Szczepowa. Właśnie tam, gdyż-ponieważ jest to jedyne miejsce, które ominęłam (z przyczyn do tej pory mi nieznanych) podczas letniego tournée w tamtej okolicy – co jest o tyle dziwne, że ideą tegoż było obsesyjnie dokładne zajechanie w każdy kąt i podążenie każdą odnogą zasadniczej trasy. Zastanawiające, że właśnie tam nie dotarłam, bo wioska ta może się poszczycić okazałym zabytkiem w stanie przedruinowym.
To karygodne niedopatrzenie dotarło do mnie dopiero, gdy na fb wyskoczył mi post Polski Niezwykłej z przykuwającymi oko fotkami i uznałam, że tak być nie może, że będę miała dziurawą relację – zima nie zima, trzeba było pojechać nadrobić zaległości turystyczne.

No i ponownie nastąpił splot okoliczności w postaci dnia wolnego, ładnej pogody, nienaruszonej kliszy w aparacie, zaplanowanej miejscówki i… co do pozującej fury – nie mam usprawiedliwienia. Ja wiem, że ileż można patrzeć na kolejne ujęcia, niektóre może nawet identyczne jak wcześniej, jakiegoś czyjegoś samochodu, ale to już nawet nie matczyna miłość i zachwyt przeze mnie przemawiają, co fakt, że na czymś muszę sobie robić poligon doświadczalny,  jeśli chcę się nauczyć robić takie fotki, jak w linkach gdzieś tu po prawej. A że wybór modeli mam ograniczony… I tak dobrze, że jest wybór, bo niegdyś męczyłam wszystkich pierdylionem ujęć golfa II z każdej strony – i to bez zamysłu artystycznego (nie żebym teraz taki miała) :P Więc teraz nie można narzekać, raz honda, raz fordy i jakoś idzie przeżyć :P
Sesja wprawdzie nie wyszła na tyle dobrze, żeby podobała mi się jak ta z escortem – ale tam wyszło nieźle, bo nie kombinowałam, oparłam się na klasycznym podejściu do modela i ponadto miałam spokojną miejscówkę, a nie sterczałam na środku wsi. Ale fotki są takie, a nie inne i nikt nie powstrzyma mnie od ich zaprezentowania :P

Widok ukazujący się na wjeździe - ekscytacja rośnie w trybie nagłym...

Widok ukazujący się na wjeździe – ekscytacja rośnie w trybie nagłym…

…zaś na tym etapie już widziałam wszystko, po co tu przyjechałam - mimo zapuszczenia, a może właśnie dzięki niemu, jest klimat.

…zaś na tym etapie już widziałam wszystko, po co tu przyjechałam – mimo zapuszczenia, a może właśnie dzięki niemu, jest klimat.

Sławna, zamknięta brama. Nie inaczej było tym razem.

Sławna, zamknięta brama. Nie inaczej było tym razem.

Historia oszczędziła nawet takie detale, a człowiek i samosiejki wykończą zabytek...

Historia oszczędziła nawet takie detale, a człowiek i samosiejki wykończą zabytek..

Kusiło mnie żeby pokręcić się po zabudowaniach naprzeciwko pałacu, ale jacyś ludzie coś tam, robili, kopali w ziemi, więc tylko udałam, że weszłam zrobić stamtąd zdjęcie. Niniejsze.

Kusiło mnie żeby pokręcić się po zabudowaniach naprzeciwko pałacu, ale jacyś ludzie coś tam robili, kopali w ziemi, więc tylko udałam, że weszłam zrobić stamtąd zdjęcie. Niniejsze.

Z zabudowań osiągalnych z ulicy najbardziej zafascynował mnie magazyn zbożowy z mnóstwem różnych… rzeczy :P Typu wielki kanał zakryty podkładami kolejowymi, małe drzwiczki wejściowe z adekwatnymi tabliczkami, jakieś takie coś z zejściem do piwniczki...

Z zabudowań osiągalnych z ulicy najbardziej zafascynował mnie magazyn zbożowy z mnóstwem różnych… rzeczy :P Typu: wielki kanał zakryty podkładami kolejowymi, małe drzwiczki wejściowe z adekwatnymi tabliczkami, jakieś takie coś z zejściem do piwniczki…

Szerszy view na zabytkowe centrum wsi (centrum zwykłe było kawałek dalej koło sklepu i pętli autobusu).

Szerszy view na zabytkowe centrum wsi (centrum zwykłe było kawałek dalej koło sklepu i pętli autobusu).

I magazyn w całej okazałości.

I magazyn w całej okazałości.

Intrygujące.

Intrygujące.

Po wstępnym rekonesansie, nie było opcji, żebym się nie wepchała z Prosiakiem na ten podjazd, niegdyś ewidentnie przeznaczony dla ciężarówek (którą, jak wiadomo, świnek jest :P).

F1010011a

F1010012a

F1010013a

F1010015a

F1010016a

F1010017a

F1010018a

F1010023a

F1010024a

Cały obiekt wyglądał dość chwiejnie, dechy kanału niepewnie i generalnie kręcili się ludzie, więc nie bawiłam się w przestawianie auta, uwieczniłam je z każdej strony tak jak stało i zwinęłam manatki.

Przy ostatnim ujęciu zaskoczyły mnie dobiegające z aparatu trzaski i zgrzyty, oznaczające koniec kliszy (czy raczej filmu, żeby być hiperpoprawnym, jak się ostatnio dowiedziałam – mi tam wsio rawno, jak zwał, tak zwał; robię analogiem, bo szkoda mi kasy na porządną cyfrówkę, a nie że jestem tak bardzo hipsterem ;p Owszem, fotografia to też TYLKO hobby, a nie pasja).
Dawno nie zużyłam całej rolki w jednym miejscu. Czyli warto było przyjechać, miejsce ma potencjał.


UPDATE: A tu jest „główna” relacja z tej okolicy, którą w końcu ogarnęłam ;)

4 Comments

  1. Anja

    Mam tak samo z tym, że niby sezon cały rok ;) Pasja pasją, ale przyczepność opon zimą swoje robi. A po tym jak się załatwiłam po przejażdżce do garażu przy -7 stopniach, pozbyłam się dylematów odnośnie jeżdżenia zimą.
    Bardzo fajne zdjęcia, super klimat, zwłaszcza na tym z przystankiem autobusowym. A buty na drzewie faktycznie intrygujące :)

    1. byledoprzodu

      Oczywiście, to ma być przyjemność, a nie na siłę. Jak ktoś ma zapędy na morsa i lubi niskie temperatury, to mu nie bronię, ale nie można tego przedstawiać jako najlepszą najlepszość dla wszystkich. Chyba że ma się crossa, to wtedy śnieg faktycznie nie przeszkadza ;)
      Co do butów na drzewie, to ogólnie już się z tym spotkałam, aczkolwiek głównie w Czechach > http://tinyurl.com/opfhokp (dzieło bodajże „zdanych” maturzystów) – ale nie spodziewałabym się takich kosmopolitycznych akcentów w tak małej wioseczce ;)

  2. K.

    Pełen podziw, że nie boisz się zwiedzać takich miejsc, pewnie niejeden facet miałby opory by pokręcić się i udokumentować jednocześnie tego typu miejscówki, a tu proszę – dzielna kobieta ze swoją maszyną i aparatem na posterunku :) Obyś zawsze wnosiła stamtąd tylko miłe wspomnienia i ciekawe zdjęcia (te buty na drzewie, brrr…)

    Pozdrawiam :)

    1. byledoprzodu

      To chyba tylko na zdjęciach jest taki „dramatic look” ;) W naturze było całkiem spokojnie i momentami słonecznie, sielanka :P Ale ja, to i tak jestem cykor – z zewnątrz popatrzeć na ruiny, to tak, ale włazić bardziej się boję, a przede wszystkim boję się zostawiać furę samą na odludziu ;) Jakiś czas temu trafiłam na bloga kobitki, która jeszcze bardziej eksploruje takie miejsca i to w tej samej okolicy (http://fotofakty.blogspot.com/).

Dodaj komentarz