MajsterGrat 2014

Odczucia co do tej imprezy miałam – jak to się mówi – ambiwalentne.

Nie wiedziałam, czy uniosę widok tylu niszczonych wozów (a przecież miały być do 1000 zł – mogły się trafić jakieś naprawdę ciekawe rzeczy), ale na bezrybiu, poza sezonem… dobra i taka atrakcja motoryzacyjna. Postanowiłam zaryzykować.

Poziom ryzyka wzrósł jeszcze bardziej, gdy w sobotni poranek okazało się, że w nasze ciepłe rejony wreszcie dotarł mróz i porządnie oszronił asfalt. A ten narwany Świnek – któremu przypadła rola dyliżansu – przecież urywa przyczepność jak głupi, nawet niekoniecznie na śliskim… Ledwo się zrobiło w ogóle chłodniej i już zaczął brykać – a to, że on na rondzie nie skręci, tylko właśnie, że pojedzie prosto; a to, że jakie hamowanie, jak on chce się ślizgać; a to inne wybryki. Wprawdzie, póki co, opanowanie tego hultaja nie stanowiło problemu, ale czasem wypadałoby przejechać z punktu A do B na poważnie, a nie robić plac zabaw :P

Tego dnia, jednakże, drogowcy się spisali i wszędzie po drodze było ładnie posypane, mogłam więc chyżo i bez obaw (o najlepiej w stadzie zakonserwowane podwozie) pomknąć ku Kuźnicy Zbąskiej.

Na miejscu okazało się, że niepotrzebnie się obawiałam. Uczestnicy ścigali się głównie konstrukcjami wciąż jeszcze spotykanymi na drogach (jedynym przedstawicielem starszej motoryzacji był peżocik 205), a poza tym nie był to właściwie żaden „demolition race” – pojazdy były stuningowane pod kątem jak największej odporności na ukształtowanie toru, a nie w celu destrukcji siebie nawzajem. Jedyne momenty, kiedy następowały zbliżenia, to albo w ferworze walki, przypadkiem, albo wręcz jako pomoc, np. w wypchnięciu kogoś, kto się zagrzebał ;)

No muszę przyznać, że całkiem przyjemnie oglądało się te zmagania. Aczkolwiek nie wytrwałam długo, bo temperatura sprzyjała tylko hibernacji i przegrzewającym się chłodnicom, a na pewno nie baterii w telefonie, która mi co chwilę umierała, by odżyć na chwilę po pobycie w kieszeni i tak w koło macieju. Udało mi się w ten sposób cyknąć tym kalkulatorem parę zdjęć, a nawet coś tam sfilmować, ale w końcu miałam dość tej nierównej walki, dokończyłam więc kliszę załadowaną do minolty i uciekłam do auta, aby zagrzać się w drodze powrotnej.

Wypada też wspomnieć, że poza aspektem, który mnie najbardziej interesował (fury), impreza była głównie charytatywna. Szczegółów – także o kolejnej, planowanej na wiosnę edycji – oraz większej ilości fotek, filmów, wrażeń i relacji można szukać na fb wydarzenia i organizatorów.

F1130026a-blog

F1130027a-blog

F1130028a-blog

F1130029a-blog

F1130030a-blog

F1130031a1-blog

F1130032a-blog

F1130033a1-blog

F1130035a-blog

F1130036a-blog

Poza intrygująco zmodyfikowanymi race-carami, można też było natknąć się na kilka starszych wozów: widziałam dwa lśniące, zadbane maluchy, podobno były też dość zabytkowe mercedesy (tych osobiście nie widziałam), gdzieś tam stał sobie złombolowy żuk i drugi zwykły, acz w niezwykle dobrym stanie, ponadto dwukolorowa nysa, przypyrkał też trabantem starszy pan… Integracja na całego ;)

Zdjęcie0891

A Świnek? Świnek czekał grzecznie na parkingu i starał się nie rzucać w oczy, żeby nie dostać przypadkiem numeru startowego – wszak kosztował 800 zł, załapałby się regulaminowo ;)

Zdjęcie0902

A na koniec, dla wytrwałych – produkcja filmowa :P

2 Comments

  1. Wioletta

    Witam, muszę przyznać (przejrzałam blog dość skrupulatnie), że masz zapał i pasję godną podziwu, zdjęcia bardzo ciekawe, świetne video :). Podziw i szacunek :). Wszystkiego Dobrego w Nowym Roku życzę, pozdrawiam bardzo ciepło :)

Dodaj komentarz